Po drodze cz.12

Cześć! Tak na wstępie wspomnę tylko, że bardzo Wam dziękuję, że nadal tu do mnie zaglądacie ;)
Poruszając najciekawszy temat dziejów - czyli pogodę oczywiście - kurczę, wczoraj przelało mnie do samych gaci, tak piękne burze przechodziły przez miasto. Wieczorem grad walił w okna, aż rozważałam podpieranie ich rękami, a dzisiaj roztapiam się żywcem z gorąca. Armagedon tuż tuż 😅 W każdym razie, zmobilizowałam swój leniwy zadek do wrzucenia fragmentu. Co do nowych - tak, dalej się piszą. Ciężko mi wywalczyć pozycję przy komputerze, a to nieco utrudnia sprawę.

-.-.-.-.-.-.-.-.-


Przeciągał. Wiedział o tym.
Wszystko było zaplanowane, uzupełnił zapasy eliksirów (ku przerażeniu Rio, który zastał go tego dnia nad rzędem fiolek, niewielkim kotłem i z płomieniami w dłoniach), żywność mógł kupić w każdej chwili, a czasy odjazdów maszyn nazywanych pociągami, znał już na pamięć. A jednak. Nadal tkwił w mieszkaniu Rio, spędzając z nim prawie każdą wolną chwilę.
Ich relacje nie posunęły się bardzo do przodu. Riordan nadal miewał gorsze momenty, w których trudno było mu pogodzić się z własnymi uczuciami, a Neth nie zamierzał go do niczego zmuszać.
Tego dnia, Rio większość popołudnia spędził w szpitalu u Torina. Razem z Deanem załatwiali formalności dotyczące dalszej opieki nad nim. Podobno Deanowi udało się też skontaktować ich z dobrym lekarzem, który był w stanie pomóc pacjentom takim jak Torin, przy pomocy specjalnych masaży.
Neth siedział w domu, tradycyjnie nudząc się i walcząc z własnymi wyrzutami sumienia. Zmęczony kręceniem się w kółko, sięgnął po pierwszą książkę z brzegu i rozłożył się z nią na kanapie. Nie było to specjalnie wciągające dzieło, tak więc mag po kilkunastu minutach ciągłego wracania do tego samego wersu, zapadł w lekki letarg, aż w końcu zwyczajnie zasnął, z ową książką na brzuchu. Dopiero wieczorem zbudził go wkradający się na kanapę Rio.
Mężczyzna wsunął się za Nechtana i przyciągnął go lekko na siebie. Zaspany Neth, oparł się na nim wygodnie i prawdopodobnie kontynuowałby swoją drzemkę, gdyby Rio nie podjął rozmowy.
- Co tam ciekawego czytałeś, że aż zasnąłeś? – Zapytał z uśmiechem.
Neth ziewnął przeciągle.
- O miejscowych wierzeniach – mruknął. - Poważnie ludzie nie spalają zwłok z obawy przed zemstą umarłego?
- Pewnie niektórzy – odparł. – Wiesz… Torin naprawdę dobrze sobie radzi. Ten człowiek którego Dean sprowadził, będzie w stanie do niego przychodzić nawet w domu. Nie byłby przykuty do szpitalnego łóżka. Oczywiście musiałby tam wracać, ale nie cały czas…
Neth podniósł się nieznacznie, by na niego spojrzeć.
- To chyba bardzo dobra wiadomość?
- Tak.
Riordan patrzył z wyraźnym napięciem.
- Pomyślałem, że skoro wkrótce nie będzie potrzebował aż tyle uwagi co wcześniej, to może… - Rio odetchnął ciężko – Pomyślałem, że przyda ci się pomoc w trasie. W końcu jesteś kompletnie nieogarnięty życiowo. Byłbyś w stanie pomylić pociągi i trafić na jakieś odludzie… Albo jeszcze gorzej. Dać się złapać jakiemuś przydrożnemu złodziejowi, który zamknąłby cię w domu na długie tygodnie, a nawet miesiące – parsknął cicho.
Mag zastanowił się, czy aby na pewno dobrze interpretował słowa mężczyzny. Nie potrafił zgasić radości, jaka momentalnie wykiełkowała w  jego sercu. Oczywiście wiedział że pomysł był absurdalny. Przecież nie mógłby narażać Rio na wszystkie niebezpieczeństwa, na które z pewnością by natrafili. A jednak ta myśl że miałby go przy sobie… Ta myśl była dobra.
- Miałbyś wszystko zostawić? – zapytał z niedowierzaniem. – Zresztą dlaczego miałbyś to robić?
- Przecież nie zostawiłbym tego za zawsze. W każdej chwili będę mógł wrócić. Poza tym – zaczął z uśmiechem – nadal nie doczekałem się swojej należności za utrzymywanie cię. Chyba nie myślisz że trochę złota załatwiło sprawę. Muszę sobie przypilnować interesów.
Rio nie pozwolił mu dojść do słowa. Przyciągnął go mocno do siebie, zamykając w ramionach.
- Nie broń się. Jakoś z tobą wytrzymam. Wiem, że jesteś upierdliwy i sztywny jak kij od szczotki – szepnął.
- A czyja to wina? – rzucił Neth, wskazując na swoje spodnie.
- Nie to miałem na myśli! – Speszył się lekko. W jego oczach igrały charakterystyczne, ciepłe iskierki, które mag tak lubił. – Potrzebuję około tygodnia, nawet mniej. Ogarnę tu wszystko i możemy wyruszać – dodał poważniejszym głosem.
Choćby i chciał (a wcale nie chciał), nie mógłby mu odmówić. Prawdą było, że ostatnio nie czuł się tak bardzo kompatybilny ze swą mocą jak dawniej. To sprawiało że martwił się, czy byłby w stanie ochronić Rio, gdyby zaszła taka konieczność. No ale w końcu nadal był synem jednego z najpotężniejszych czarodziejów wszechczasów. Nie zamierzał dopuścić do sytuacji, w której Riordanowi mogłoby coś zagrozić.
- A będę mógł liczyć na pomoc w każdej dziedzinie? – zaakcentował przebiegle.
Rany, kiedy nauczył się żartować w taki sposób?
- Czyli zgadzasz się? – ucieszył się mężczyzna.
- Na twoim miejscu, nie cieszyłbym się tak bardzo – stwierdził.
Przerzucił włosy przez ramię i szarpnął Riordana do gwałtownego pocałunku.
Teraz było idealnie.

*

Dwa dni. Dokładnie tyle czasu był szczęśliwy, planując wszystko kolejny raz, tym razem z uwzględnieniem obecności kompana. Riordan rzadko bywał w domu, starając się jak najszybciej uporać ze wszystkimi swoimi sprawami. W większości przypadków, mógł polegać na Deanie, a to sporo ułatwiało.
W momencie w którym szczęście maga miało zniknąć bezpowrotnie, był w domu sam. Przynajmniej ten jeden aspekt był dobry, ponieważ Riordan nie mógł zobaczyć tego co zobaczył Neth.
Akurat zabezpieczał wszystkie nowe eliksiry, umieszczając je w swoim wyjątkowym kufrze, kiedy dobiegł go cichy odgłos otwierającego się portalu. Mag z początku nie mógł w to uwierzyć, ponieważ logicznie rzecz biorąc nie było to możliwe. Spodziewając się odkryć coś zupełnie zwyczajnego, co wcześniej mógł po prostu przeoczyć, zaczął rozglądać się po pokoju.
- No proszę. Nie wierzyłem, że w końcu wypełzłeś spod powierzchni. Najwyraźniej życie na poziomie nędznego robactwa ci odpowiadało. A jednak to naprawdę ty...
Serce Nechtana zatrzymało się w miejscu. Miał wrażenie że umarł w pierwszej chwili, w której jego uszu dobiegł ten głos. Nie byłby w stanie pomylić go z żadnym innym. To nie było możliwe. Nie mogło być!
W panice rozglądał się we wszystkie strony, szukając wrót portalu. Znajdowały się w podłodze. Dokładnie w tym miejscu, w którym Neth teleportował siebie i rannego Riordana. Przez niewyraźne granice między wymiarami patrzył na niego biały z nienawiści Melvin. Jego mina wyrażała odrazę i rozczarowanie.
- Ojcze…
- Nie masz prawa zwracać się do mnie tymi słowami! – ryknął. – Co to ma znaczyć?! Znalazłeś sobie nowe miejsce do życia? TO?!
Melvin spoglądał w górę na wnętrze domu Riordana, jakby zastanawiał się czy od razu spalić je wraz z Nechtanem w środku, czy najpierw rozszarpać syna własnymi rękami.
- Myślałem że już niżej nie mogłeś upaść. Jak widać tacy jak ty zawsze są w stanie przegryźć się odrobinę niżej – prychnął. - Uratowałeś człowieka? Jak szlachetnie. I co z tego masz? Podziękował ci?
- Dlatego udało ci się mnie znaleźć… - wymamrotał.
Tamtego dnia nic nie było ważniejsze od ratowania życia Rio. Nie obchodziły go konsekwencje. Myślał tylko o tym jak niewiele brakowało, a mógłby nie zobaczyć go już nigdy więcej. Doprowadził do sytuacji w której w jednym miejscu jednocześnie otworzył portal, zużywał manę, a w ramach dopełnienia korzystał z kilku silnych eliksirów. Nawet swoje ramię zasklepił siedząc na tym jednym kawałku podłogi! To przecież oczywiste, że Melvin go znalazł!
- Zawsze byłeś słaby! Nie mogę uwierzyć że jesteś moim synem! Sądziłem że już raz dostałeś nauczkę, żeby mi się nie sprzeciwiać, ale ty ośmieliłeś się zaprzepaścić całe lata mojej pracy nad tobą. Spójrz na siebie! – Ostatnie zdanie prawie wykrzyczał. Jego przekrwione białka oczu, wyszczerzyły się w gniewie. – Parodia maga! Zero kontroli! Powiedz mi, czy już żywisz się krwią?! A może ten człowiek ci ją daje?
Nie rozumiał i nawet nie chciał próbować. Myśli Nechtana goniły rozpaczliwie w poszukiwaniu wyjścia z tej sytuacji. Ojciec otworzył portal w podłodze. W miejscu, w którym mógł bezpośrednio wyśledzić jego uwolnioną manę. To oznaczało że wcale nie wiedział gdzie się znajdują. Szedł jedynie po nitce do kłębka. Inaczej z pewnością wszedłby głównymi drzwiami, siejąc jeszcze większy postrach i niszcząc wszystko na swojej drodze. Oznaczało to że jeśli Neth zerwałby jego połączenie z tym miejscem, a sam zniknąłby jako bezpośrednie źródło zawirowań, wtedy Melvin nie trafiłby tu ponownie.
To było jedyne rozwiązanie. Jedyne słuszne. Musiał odejść sam i to natychmiast. Serce zabolało go na myśl, że nie będzie mógł się nawet pożegnać.
- Sam zatroszczę się o kontrolę nad własną mocą!
Mimo ryzyka postanowił skorzystać ze wszystkich swoich sił na raz. Rozgryzł swoje nadgarstki, wywołując obfity upływ krwi. To obudziło w nim szał, mimo że bez Lilith nie przemienił się. Impuls wystarczył, by w jednej chwili skoncentrować na tyle potężną dawkę many, aby wypchnąć Melvina z wnętrza tego wymiaru. Tym samym zamknął go gdzieś na granicy, skąd przynajmniej przez jakiś czas nie będzie mógł się wydostać.
Natychmiast zatrzasnął utworzone wejście. Nie mając czasu na nic więcej, wyciągnął ze skrzyni opasłą sakiewkę z czystym złotem i postawił ją na stole. Rozejrzał się gorączkowo w poszukiwaniu czegoś do pisania. Nic nie znalazł. Nerwy paraliżowały jego ruchy. Wiedział jak mało miał czasu.
- Lilith! – Istota pojawiła się zszokowana.
Nawet nie spojrzał w jej kierunku. Przyssał się do swoich okaleczonych rąk i tak jak się tego spodziewał, natychmiast dokonał przemiany, która przecież wcześniej tak bardzo go przerażała. Długimi szponami wyskrobał w drewnianym stole jedno słowo.
 „Przepraszam”.
- Lilith, odejdź!
Wiedział, że przyjdzie mu się z tego tłumaczyć, ale nie obchodziło go to. Zatrzasnął wieko kufra, zmniejszając go od razu. Ze ściśniętym gardłem otworzył portal prowadzący do Lannion. Założył swój naszyjnik i wkroczył w powstałe przejście.




Rozdział 3

            Wypadł prosto na piaskowy zamek, wybudowany przez kędzierzawą dziewczynkę w ogrodniczkach, która właśnie wpatrywała się w niego z przerażeniem. Wydawało się, że jedynie nagłość tej sytuacji, oraz chwilowe oszołomienie dziecka, powstrzymywały je jeszcze przed wybuchem płaczu.
            - Cześć koleżanko – zagadnął ją w pośpiechu, rozglądając się wokoło. - Bardzo cię przepraszam, zaraz go naprawimy, zgoda? – Neth silił się na najspokojniejszy i najbardziej przyjazny ton głosu na jaki był w stanie się zdobyć w obecnej sytuacji. Nadal trząsł się z nerwów. Najchętniej zaszyłby się gdzieś i wył z bezradności.
            Na szczęście piaskownica mieściła się w zadbanym, ukwieconym parku, a bujne, starannie poprzycinane krzewy w większości osłoniły jego nagłe pojawienie się. Zdawało się że pomijając to dziecko, nikt inny go nie zauważył, choć wolał nie tracić czujności. Co chwila zerkał nerwowo we wszystkie strony.
            - Mama mi zabroniła rozmawiać z obcymi! – ofukała go dziewczynka, a jej oczach zaszkliły się pierwsze łzy. - Neth poczuł że ogarniała go panika. Musiał ją jakoś uspokoić.
            - Masz bardzo mądrą mamę, ale widzisz… Ja jestem czarodziejem – wypalił bez zastanowienia. - Naprawię zamek raz, dwa i zaraz sobie pójdę, więc tylko nie płacz, proszę.
            Zdecydowanie nie powinien był mówić czegoś takiego, ale obecny stan jego psychiki daleki był od stabilnego. W końcu doszedł do wniosku, że nawet gdyby dziecko chciało powtórzyć komuś co widziało, czy słyszało, to i tak nikt by w to nie uwierzył. Dzieci często miewały wybujałą wyobraźnię, a on po prostu musiał się stąd ulotnić niezauważony.
            - Czary nie istnieją – stwierdziła dziewczynka lekko pytającym tonem głosu. – Prawda?
            - Ależ istnieją – odparł mag konspiracyjnie, otrzepując się z piasku. Wolał wygramolić się na zewnątrz piaskownicy jeszcze przed pojawieniem się opiekunów dziewczynki. - Trzeba tylko bardzo w nie wierzyć żeby dostrzec je wokół siebie. Sama zobacz.
Odrobinę przesadzał z gestykulacją, po to żeby skupić uwagę dziecka, ale opłacało się, bo dziewczynka przyglądała mu się z wypiekami na policzkach. Po kilku wymyślonych hokus-pokus, zamachnął się dłońmi, tworząc wspaniałą piaskową budowlę z wieżyczkami. Postarał się żeby przypominała prawdziwy zamek. Nie zapomniał o fosie i o moście z patyczków przed bramą. Wzorował się na obrazkach z książki, którą Rio przyniósł kiedyś od Noel. Musiał przyznać że przyjemnie było widzieć szczerą radość na zaróżowionej z emocji buzi dziecka.
            - Ooooo! – Dziewczynka zatkała usta małą rączką, a zaraz roześmiała się w głos szczęśliwa. – Jaki piękny! To zamek dla księżniczki?
            Strach zdawał się zniknąć całkowicie, a mag nareszcie odetchnął z ulgą. Perspektywa tłumaczenia się przed mamą dziecka albo strażnikami, nie wydawała mu się szczególnie zachęcająca. Poza tym doprawdy nie umiałby wytłumaczyć jakim cudem pojawił się ni stąd, ni zowąd w dziecięcej piaskownicy.
            - Pewnie że tak. Ja myślę że ta piękna dama chciałaby się już tam wprowadzić – odpowiedział, wskazując na leżącą obok szmacianą lalkę.
            - Tak! – ucieszyła się jego rozmówczyni, a jej dwa kucyki podskoczyły wraz z nią, kiedy chwyciła zabawkę w rączki. – A pobawi się pan ze mną?
            Mag uśmiechnął się.
            - Niestety, muszę już iść. Wiesz, magiczne obowiązki wzywają… Tylko nie opowiadaj o mnie nikomu. Jestem w trakcie specjalnej misji – dodał, mrugając do dziecka.
- O, a jaka to misja? – zapytała zaciekawiona dziewczynka.
- To już tajemnica. Nie mogę o niej opowiadać. – Nechtan uśmiechnął się raz jeszcze.
- Szkoda – westchnęła mała.
Neth doszedł do wniosku, że nastał najlepszy moment na odwrót, więc nieporadnie poklepał dziecko po głowie na pożegnanie.
- Bądź grzeczna i faktycznie nie rozmawiaj więcej z nieznajomymi.
– A… Czy wszyscy czarodzieje są tacy ładni jak pan? – wypaliła dziewczynka, kiedy tylko Neth zdążył się odwrócić.
- Niestety nie znam wszystkich czarodziejów – odparł lekko zawstydzony, po czym przedostał się na główną alejkę.

Szedł powoli starając się nie zwracać na siebie uwagi przechodniów. Próbował uporządkować natłok stale kłębiących się w jego głowie myśli, co wcale łatwe nie było, bowiem potrafił myśleć jedynie o Riordanie i to tym, że już więcej miał go nie zobaczyć. Został wyrwany ze swojej bezpiecznej przystani i wrzucony w wir wydarzeń, który owszem - planował, ale bynajmniej nie zaplanowałby go w taki sposób. Nawet wówczas gdy nie spodziewał się, że mężczyzna zechciałby z nim wyruszyć, podświadomie chciał utrzymać z nim znajomość. Może nawet coś więcej. Miał na to nadzieję, a ostatecznie wylądował tu całkiem sam, z mrocznym cieniem swego ojca tuż za plecami.
Rozmyślanie o pierwotnych planach pomagało mu się uspokoić, ale nie potrafił robić tego nieprzerwanie przez dłuższy czas. Czuł rozrywający serce ból, za każdym razem gdy wyobrażał sobie minę Rio, gdy mężczyzna wróci do domu i zastanie jego żałosną próbę pożegnania. Co pomyśli? Jak się zachowa? Czy szybko wróci do własnej codzienności i zapomni o nim? Z jednej strony do głosu dochodził rozsądek, który podpowiadał mu że takie rozwiązanie byłoby najlepsze. Nawet gdyby wcale nie wisiała nad nimi groźba pojawienia się Melvina, to sama wyprawa z pewnością nie będzie należała do bezpiecznych. Miejsce w którym ukryto resztki wiedzy Starszych, musiało być solidnie zabezpieczone. Sam nie miał pojęcia czego mógł się spodziewać. Mieli wyruszyć razem, w końcu sam się na to zgodził, ale skoro sprawy potoczyły się w taki sposób, przynajmniej nie będzie ryzykował życiem mężczyzny. Gdyby Rio zginął z jego winy, nigdy by sobie tego nie wybaczył. Nie mógł pozwolić by emocje brały nad nim górę. Musiał skupić się na zadaniu.
Wiedział na pewno, że przede wszystkim musiał znaleźć miejsce, w którym mógłby wymienić złoto na pieniądze. Potrzebował ich żeby wynająć pokój i kupić coś do jedzenia. Chciał znaleźć jakieś spokojne miejsce, gdzie mógłby zaplanować swoje dalsze działania. Już wcześniej, planując tę wyprawę z Riordanem, doszedł do wniosku że podzieli plan miasta na strefy, i codziennie poświęci tyle czasu ile będzie konieczne do przebadania magicznych zawirowań w każdej z nich. Była to jedyna skuteczna metoda na odkrycie miejsca położenia biblioteki, skoro nie posiadał żadnych wskazówek dotyczących jej lokacji.

*

Pierwszy tydzień minął spokojnie. Oczywiście na tyle spokojnie na ile upłynąć mógł, biorąc pod uwagę jak mag się czuł. Wiedział że tutaj Melvin nie mógł go dopaść, a jednak jego ponowne spotkanie zrobiło na mężczyźnie wrażenie. Momentami reagował tak płochliwie, jakby spodziewał się go zobaczyć w każdym mijanym zaułku. Walczył z podobnymi przeczuciami, usilnie dążąc do tego co zaplanował, chociaż tak naprawdę stracił serce do swojej misji w chwili w której został zmuszony opuścić Rennais.
Nechtanowi udało się spieniężyć trochę złota, a więc było go stać na opłacenie niewielkiego pokoju za cały miesiąc z góry. Blisko hoteliku w którym się zatrzymał, znajdowała się dwupiętrowa restauracja z domową kuchnią. Często tam zaglądał - a właściwie chodził jeść wyłącznie tam, i to jedynie wtedy, gdy wiedział że już musiał. Właścicielką lokalu była miła, starsza kobieta, która często przysiadała się do niego i sporo opowiadała zainteresowanemu magowi o mieście, jego historii i przynależnych okolicach. Dzięki tym informacjom, Neth mógł jeszcze sprawniej zaplanować swoje wypady do poszczególnych dzielnic Lannion.
Miasteczko zdawało się być znacznie nowocześniejsze od Rennais, a jego dzielnice były raczej niezależne od siebie. W  rodzinnym mieście Rio znajdował się tylko jeden rynek, wokół którego zlokalizowane było centrum życia miasteczka. Im dalej przemierzało się jego tereny, tym bardziej panorama zmieniała klimat na bardziej sielankowy i wiejski. W Lannion prawie każda dzielnica miała swój charakterystyczny styl i odrębny, centralny punkt.
W miejscu w którym mag znalazł swój hotel, było sporo podobnych do siebie, wąskich i wysokich zabudowań, stojących jedno obok drugiego, tak że praktycznie nie dało się uświadczyć pustej, niezagospodarowanej przestrzeni. Wystarczyło natomiast przejść się kawałek dalej, a poza parkiem i dwoma prawie pustymi sklepikami z lokalnymi drobiazgami, zasadniczo nie znajdowało się już nic ciekawego.
Każdego dnia przemierzał kolejne ulice, badając je kawałek po kawałku. Była to żmudna praca, wymagająca precyzji oraz sporej ilości mocy. Mag chciał mieć pewność że niczego nie pominie, a przecież ślady magicznej ingerencji często bywały sprytnie ukryte. W praktyce więc, zwiedził już prawie czwartą część całego miasta, dotykając w niej każdego budynku, ulicy, czy jakiegokolwiek innego podłoża albo charakterystycznego przedmiotu, umieszczonego w danym miejscu na stałe.
Nie odnosząc większego sukcesu, wieczorami wracał do wynajmowanej sypialni i zabierał się za planowanie następnego dnia. Nie pozwalał sobie na zbędny odpoczynek. Za każdym razem, gdy tylko udało mu się skończyć badania jakiegoś rejonu wcześniej niż to sobie zaplanował, irytował go męczący natłok myśli. Automatycznie wracał nimi do ostatnich chwil spędzonych w Rennais. Zastanawiał się co zrobił Rio po tym jak wrócił do domu. Wyobrażał sobie jego różne reakcje, za każdym razem usiłując przekonywać samego siebie, że być może mężczyzna zrozumiał jego powody. Domyślał się że Rio mógł poczuć się oszukany, że mógł go znienawidzić, lub co gorsza wręcz przeciwnie, wcale nie przejąć się jego odejściem. Łapał się na tym, że kiedy jego wyobraźnia zatrzymywała się na dłużej przy ostatniej z opcji, w jego sercu rodził się nieprzyjemny, kłujący ból. Te uczucia sprawiały, że był doprawdy zagubiony we własnych emocjach, których zwyczajnie nie rozumiał, a to wszystko wprawiało go w trudny do wytłumaczenia dyskomfort.
Biorąc to wszystko pod uwagę, starał się jak najwięcej czasu spędzać w terenie, momentami usilnie przedłużając badanie danego obszaru, byleby tylko nie wracać do cichego, pustego pomieszczenia.
Generalnie mag był przekonany, że bez względu na jego osobę, Rio musiał skupić się na Torinie. Miał nadzieję że mężczyźnie rzeczywiście udało się odpowiednio zająć bratem. Cóż, zapewne znaczenie lepiej, niż wtedy gdy jego uwaga koncentrowała się na Nechtanie.

*

Odkąd zamieszkał w Lannion dręczyły go dotkliwe problemy ze snem. Wieczorami nie potrafił opanować gonitwy myśli, a kiedy wreszcie zmęczenie dawało mu się we znaki do tego stopnia, że po prostu padał, szybko zrywał się z łóżka dręczony koszmarami.
Prawda była taka, że zwyczajnie cały ten czas żył w strachu. Przerażała go wizja kolejnego spotkania z Melvinem. Pomimo pewności, że zabezpieczył swój poprzedni dom przed magicznym wyśledzeniem, bał się o Rio. Bał się także tego co będzie, kiedy już zrealizuje swój obecny plan. Nie chciał dotrzeć do miejsca, w którym musiałby się zmierzyć z brakiem celu i z samotnością jednocześnie. Wtedy pozostałaby wyłącznie pustka.
Koniec końców zmuszony był pożegnać swoje objawy przy pomocy specjalnie skomponowanej mieszanki ziół, które pozbawiały go snów i otumaniały na tyle, by mógł przetrwać noc. Dzięki temu mógł jakoś funkcjonować. Racjonalne wypełnianie planu - krok po kroku.

Na początku trzeciego tygodnia jaki przyszło mu spędzić w tym miejscu, dokonał pierwszego, niewielkiego przełomu.
W dzielnicy co do której przestrzegała go znajoma z restauracji (ze względu na fakt, że znajdowały się tam aż dwa publiczne domy uciech), natrafił na pierwsze delikatne zawirowania, błąkającej się swobodnie, uwolnionej many.
Co ciekawe, według Nechtana nie była to typowa magiczna struktura. Było w niej coś dziwnego. Zdawała się być prostsza od przeciętnej i przypominała trochę działanie feromonów. Była dziwnie przyciągająca. Oczywiście wrażenie to tym bardziej wyczuliło jego ostrożność. Praktycznie każda najprostsza pułapka, byłaby zaprojektowana w taki właśnie sposób – wzbudzający zaufanie.
Od tamtej pory, Neth często wracał do swojej strefy jedenaście (taki właśnie numer przypisał do owej części dzielnicy Lannion). Niestety poza faktem, że niektóre prostytutki zaczynały go już kojarzyć z widzenia, i nieco wyśmiewać za nieśmiałość, niczego nie osiągnął.
Stosując wymyślne zabiegi opisane w księdze dotyczącej poszukiwania magicznej obecności, odkrył że na obszarze odpowiadającym wielkością połowie jedenastki, musiało znajdować się jakieś ukryte przejście. Coś w rodzaju wejścia, bądź wyjścia ze stałego, nieznikającego (jak to bywało zazwyczaj) portalu. Odkrycie to naturalnie wzbudziło w magu ogromne podniecenie, ponieważ był przekonany że nareszcie odnalazł wejście do słynnej biblioteki. Cały problem koncentrował się w jednym punkcie - mianowicie za nic nie potrafił sprecyzować, gdzie konkretnie miałoby się ono znajdować.
Mana w tym obszarze była rozproszona tak delikatnie i subtelnie, że nic nie wskazywało na to, żeby jej koncentracja w którymś miejscu, choć odrobinę odbiegała od całości. Nechtan poddał się dopiero po kolejnych dwóch dniach kręcenia się w kółko, kiedy to nareszcie doszedł do wniosku, że jednak będzie musiał skorzystać z dodatkowej pomocy.

Siedział nad księgami do później nocy, wertując po kilka razy te same fragmenty. Momentami miał wrażenie, że ściany ciasnego pokoju przysuwały się do siebie, tak że zdawało się jakby miał jeszcze mniej miejsca, niż w rzeczywistości.
W pomieszczeniu w którym sypiał, mieściło się zaledwie łóżko, szafka nocna, większa szafa na ubrania, oraz maleńki stoliczek z dwoma niewygodnymi, wąskimi krzesłami pozbawionymi oparć. Toaleta znajdowała się na korytarzu i trzeba ją było dzielić z gośćmi z sąsiedniego pokoju.
Neth ledwo zdołał rozłożyć swój kufer na podłodze pod szafą, i teraz służył mu jako dodatkowa powierzchnia na której rozkładał ciężkie woluminy, a także sporządzane na bieżąco notatki.
Czas mijający bez absolutnie żadnego przełomu, powoli uświadamiał mu, że sposób na który natrafił na początku swoich poszukiwań, mógł okazać się jedyną szansą na rozwiązanie jego problemu. Mag znalazł bowiem przepis na roztwór, który uwolniony w atmosferze unoszącej się swobodnie many, zabarwiał znacząco dokładnie ten jej fragment, który pojawił się na samym początku. Czyli najprawdopodobniej zaprowadziłby go wprost do upragnionego portalu. Niestety nie posiadał dwóch kluczowych składników do jego wykonania. Co gorsza nie przypuszczał żeby w najbliższym czasie udało mu się je zdobyć, bowiem jeden z nich był piórem niedawno wymarłego stworzenia, a drugi kompozycją tkanek pozyskanych z ciał magów. Ciał - a więc co najmniej dwóch, a Neth dysponował obecnie jedynie swoim własnym ciałem. Biorąc to wszystko pod uwagę, końcowa refleksja nasuwała się sama. Jeśli chciał zrobić krok do przodu, potrzebował pomocy drugiego maga. Dobrowolnej, czy też nie.

Po drodze cz.11


Hmm... Edytowanie tekstu na blogu nadal pozostaje dla mnie niezbadaną tajemnicą. Przepraszam za to. Kiedyś naprawdę, naprawdę coś więcej ogarnę ;)
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
 


Wypadli na podłogę, a mag od razu zaczął ściągać z Riordana zakrwawione ubranie. Łzy swobodnie kapały mu z oczu, a on nie umiał ich powstrzymać. Był przerażony.
- Spokojnie. Jestem tu. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję…
Zerwał z szyi wisiorek, powiększając go od razu. ręce trzęsły mu się tak bardzo, że nie potrafił odnaleźć buteleczek z eliksirami zasklepiającymi rany. Widok przysłaniały mu łzy. Po chwili poszukiwań, wszystkie jego preparaty znajdowały się w totalnym nieładzie.
- Kurwa! Ekhuil! - Właściwa fiolka wpadła wprost w jego dłonie, a on wylał całą jej zawartość na ranę Rio.
Mocno docisnął poszarpaną skórę mężczyzny, stymulując działanie eliksiru.
- Już… już zaraz poczujesz się lepiej – przekonywał prawie nieprzytomnego mężczyznę.
- Skoro tak, to dlaczego beczysz? – wymamrotał ranny, ledwo rozchylając powieki.

Riordan usnął z wyczerpania, a Neth nie ruszył się z miejsca trwając u jego boku. Wszystkie jego postanowienia odnośnie nieużywania czarów szlag trafił. Teraz rzucał zaklęciami na prawo i lewo, a to żeby przywołać koc, którym otulił ciało Rio, a to żeby odnaleźć w kufrze maść na zasklepione już rany. Nie chciał by zostały mu blizny. Takie ślady już na zawsze przypominałyby mu dzień, w którym prawie stracił życie.
Ostatecznie Neth ulokował dochodzącego do siebie Riordana w łóżku, a sam ułożył się obok, by w razie konieczności być w pobliżu. Dopiero kiedy miał już pewność, że mężczyźnie nic nie zagrażało, odszedł dosłownie na moment, tylko po to żeby jakoś doprowadzić się do porządku.

Kilka godzin później, pogrążonego w letargu Nechtana, ocucił głos przytomnego Rio.
- Hej, magu. Co z twoją ręką?
Neth uśmiechnął się do niego z ulgą.
- Martw się lepiej o siebie, mnie nic nie jest – odparł podwijając rękaw i prezentując w pełni uleczone przedramię.
Zrobił to już wcześniej, gdy Rio spał. Na sobie nie bał się eksperymentować z uzdrawianiem przy pomocy czarów, co szczęśliwie odbyło się bez zbędnych komplikacji.
- Wiesz… tak się zastanawiam nad jedną rzeczą – zaczął uspokojony mężczyzna.
- Hm?
Riordan nie odpowiedział od razu. Podniósł się do siadu i rozejrzał. Jego wzrok padł na pokrwawioną teczkę dokumentów.
- Sprawdzałem. Jest komplet, wszystko się zgadza – rzucił szybko mag.
- Tak... Powiedz mi w takim razie… - Mężczyzna podniósł wzrok na Nechtana. - Skoro do ciężkiej cholery potrafisz wypompować z siebie to dziwaczne coś… Co mimo swojej niezwykle nieprzyjemnej aparycji i nie mniej paskudnego charakteru, zresztą czego innego było się spodziewać skoro wylazło z ciebie… W każdym razie, skoro to coś niepostrzeżenie było w stanie sprawdzić dokładną lokalizację dokumentów, a ty potrafisz się kurwa teleportować… Czy może coś mi umknęło?
Może i mówił chaotycznie, ale mag doskonale wiedział, co chciał przez to powiedzieć. Naraził ich na niebezpieczeństwo, mając możliwość zdobycia tego czego Riordan tak bardzo potrzebował, prawie bez wysiłku.
- Wiem jak to może wyglądać z twojej perspektywy…
- Owszem, praktycznie tak paskudnie jak to ogoniaste coś wyłażące ci z trzewi.
Nechtan odetchnął zrezygnowany. Skoro Rio i tak tyle już o nim widział, to nie było powodu ukrywać reszty.
- No dobrze, zacznę od początku.
Spodziewał się że w końcu do tego dojdzie. Przedłużając swoją znajomość z Riordanem, stale ryzykował że ich relacje pogłębią się do tego stopnia, że w końcu ukrywanie prawdy stanie się zbyt kłopotliwe, by dalej to robić.
- Postaram się wytłumaczyć, tak dobrze jak umiem.
Rio otulił się szczelniej kocem i nic już nie mówiąc, pokazał mu żeby kontynuował.
- Zamieniam się w słuch.
- Życie u boku mojego ojca było koszmarem. Możesz mieć o tym pojęcie, skoro widziałeś Patricka. Melvin zabił go na moich oczach, tuż po tym, jak zastał nas razem w łóżku. W dniu w którym postanowiłem uciec, obiecałem sobie że będę korzystał z magii tylko w ostateczności. Nie chciałem iść jego śladem. Ojciec całe życie tresował mnie, żebym rozwijał swoją potęgę i panował nad wypełniającą mnie maną. Postanowiłem więc że odrzucę to od siebie i spróbuję żyć inaczej. Wyruszyłem w tę całą podróż po to, żeby spróbować odnaleźć jakieś ślady po matce i rozpocząć wszystko jeszcze raz. Nie zrozum mnie źle. Nigdy nie chciałem przestać być czarodziejem, ale nie mogłem sobie pozwolić na szastanie mocą, ponieważ każdy przejaw magicznego działania pozostawia po sobie wykrywalny ślad. Oznacza to że Melvin szukając źródeł koncentracji many, mógłby mnie wyśledzić. Nie chcę opowiadać ci co by ze mną zrobił, gdyby mnie teraz odnalazł. Zresztą wcale nie chcę opowiadać ci co już robił, kiedy jeszcze żyłem z nim pod jednym dachem. Melvin dawno zatracił poczucie człowieczeństwa. Dla niego byłem jedynie źródłem mocy. Każdy dzień w posiadłości był kolejnym dniem tortur. Nie tylko fizycznych. Nie raz musiałem patrzeć na cierpienie innych. Manipulował mną, wykorzystywał mój brak stabilności, moje zawirowania many. Nie mogłem tak żyć. Dlatego uciekłem.
Twarz Rio przybierała coraz bardziej zbolały wyraz. W jego oczach widniało współczucie. Niestety Neth w ich jasnej, miodowej połaci dopatrzył się również strachu. Cóż, całkiem słusznego. Wiedział że niedługo będzie musiał odejść, by dłużej nie narażać jego życia. Wcale mu się to nie podobało.
- To co pojawiło się w sejfie… sam nie wiem co to jest - kontynuował. - Od jakiegoś czasu dzieje się ze mną coś dziwnego. Tracę na sobą kontrolę. Dzisiejsza noc udowodniła mi, że tracę ją również nad swoją mocą. Ta istota przedstawiła mi się jako… uosobienie mojej many i nadała sobie imię Lilith. Zgadzam się z tobą że jest przerażająca, ale chyba mogę jej ufać.
- Więc - zaczął powoli Rio – nie wiesz czym jest, odkąd się zjawiła dzieją się z tobą dziwne rzeczy, a ty mówisz, że możesz jej ufać? To najgłupsza rzecz jaką od ciebie usłyszałem.
- Nie rozumiesz. To część mnie! – zaperzył się. - Nawet najmroczniejsza część mnie, działając przeciwko swojemu gospodarzowi, działałaby przeciwko sobie samej.
- Po prostu wydaje mi się to jakieś dziwnie podejrzane. Może masz rację i niewiele rozumiem, w końcu jestem tylko zwykłym człowiekiem – prychnął cicho.
- Nie jesteś tylko zwykłym człowiekiem, Rio – odparł Neth. – Jesteś kimś wyjątkowym – powiedział, podciągając delikatnie podbródek mężczyzny, tak by ten spojrzał mu w oczy. - Ja żyję na tym świecie trochę dłużej od ciebie, a ile dobrego zrobiłem? Dzięki mnie życie stracił młody chłopak, który nawet nie wiedział z kim miał do czynienia. Ty troszczysz się o brata i o całą jego rodzinę. Bez wahania byłeś w stanie zaryzykować własnym życiem, żeby tylko im pomóc.
- Gdyby nie ja w ogóle nie byłoby potrzeby ryzykować. – Rio odsunął się, lekko zażenowany.
- Gdyby nie ty, Torin nie miałby źródła utrzymania. Przecież pracowaliście razem. Nie mogłeś przewidzieć, że stanie się coś takiego.
Rio nie odpowiedział, a Neth położył mu dłoń na ramieniu.
- Zostanę z tobą tak długo, jak długo nie będę miał pewności że nic ci nie zagraża i dopóki sprawy całkiem nie przycichną. Prześpij się jeszcze. Z nerwów wlałem w ciebie o wiele za dużo tego eliksiru. Pewnie krąży ci w krwioobiegu i naprawia każdą kurzajkę. Możesz gorączkować.

Cały następny dzień celowo sprowadzał letarg na Riordana, żeby szybciej doszedł do siebie. Koło południa do domu wpadł przerażony Dean. W końcu żaden z nich nie pomyślał, żeby się z nim skontaktować. Okazał się że z ukrycia obserwował dom od wielu godzin, a nie widząc żeby ktokolwiek do niego wracał, zaczął panikować. Nethowi udało się go przekonać, że w owej panice musiał ich po prostu przeoczyć. Zarysował mu prawdopodobny obraz wydarzeń ubiegłej nocy, z pominięciem wszystkich nadprzyrodzonych elementów. Wyjaśnił że nie udało im się dotrzeć do sejfu, bo już po pierwszym alarmie zostali schwytani i odprowadzeni do pokoju Gustawa. Stamtąd udało im się uciec kradnąc akt własności szpitala.
- Niemożliwe! Czyli jednak nie trzymał go w sejfie? – zapytał zszokowany Dean.
- Najwyraźniej uznał że u jego boku był bezpieczniejszy - odparł mag. – Właściwie to rzeczywiście był. Ukrył go naprawdę dobrze, tylko przez czysty przypadek udało się nam go odkryć.
- Ale jak uciekliście? – dopytywał mężczyzna, spoglądając w kierunku śpiącego Riordana.
- Nie odcięli jeszcze twoich lin. Rio rzucił się na jednego z nich, co wywołało sporo zamieszania. Ja strąciłem zapalony świecznik z komody, więc zrobiło się małe ognisko. Ten który mnie trzymał odskoczył… Jakoś po drodze chcieli ratować schowek szefa, a Riordanowi udało się go przejąć.
- Cholera, chłopaki jak dobrze, że się wam nic nie stało! Trochę szkoda tej kasy… No ale najważniejsze, że udało się nam dorwać dokumenty! – Dean był podekscytowany, a na jego twarzy błąkał się wątły uśmiech. – Ale co z Rio? Długo już tak śpi?
- Oberwał w głowę. Ale nic mu nie będzie! – dodał szybko, widząc jego minę. – Nabili mu solidnego guza, ale odpocznie i będzie jak nowy. Teraz potrzebuje spokoju i zdrowego snu. Najedliśmy się strachu za wszystkie czasy.
- No ja myślę! Dobrze że tam byłeś! Wyobrażam sobie, że nie łatwo było spierdalać po linach z nieprzytomnym Rio?
- Och, nie, nie. Usnął dopiero w domu. Wiesz adrenalina robi swoje.

Nie chciał wypraszać Deana, ale trochę bał się brnąć dalej w tę rozmowę. Chciał żeby wymyślona na szybko wersja, nadal była ze sobą spójna, a wraz z dodawaniem do niej kolejnych szczegółów, szanse na to malały. Specjalnie nie przeciągał konwersacji, aż wreszcie trochę uspokojony Dean, podniósł się do wyjścia.
- Będę się zbierał, chyba jeszcze odwiedzę Torina. Rio pewnie nie będzie się czuł na siłach w ciągu najbliższych dni, a młody nic nie wie o całej sprawie. Muszę mu coś naściemniać. – Uśmiechnął się pogodnie. – Opiekuj się nim – dodał, wskazując Riordana.
Neth czuł drobne wyrzuty sumienia, ale przecież nie mógł powiedzieć mu całej prawdy. Tak było lepiej. Nie wiedział też, jak Dean zareagowałby dowiedziawszy się o tym, że jego wspólnik mimo idealnej okazji do opróżnienia całego sejfu Gustawa, dobrowolnie z tego zrezygnował.

*

Kolejne dni mijały, a Rio szybko doszedł do pełni swych sił. Tych psychicznych, bo fizycznymi nie musieli się martwić już następnego dnia.
Sporo rozmawiali na temat zdolności magicznych Nechtana. Z początku człowiek zachowywał się wobec niego ze zrozumiałą rezerwą, ale poznali się już na tyle dobrze, że w końcu strach przed nieznanym ustąpił w obliczu ciekawości mężczyzny. Rio oficjalnie przyjął taktykę udawania że o niczym nie wiedział, a magia nie istniała. Czasem jedynie rzucał dziwnymi pytaniami w stylu, czy Neth byłby w stanie wyczarować złoto. Mag cierpliwie odpowiadał na te zabawne w jego uznaniu pytania, czerpiąc przyjemność z oglądania zafascynowanej miny Riordana.
Tego dnia, wyjątkowo to Neth obudził się pierwszy. Sen przerwał mu donośny grzmot za oknem, a później rozbijające się o szybę krople deszczu nie pozwoliły mu ponownie usnąć. Męczył się kilkanaście minut na kanapie (uparł się, by Rio nadal sypiał na łóżku), aż w końcu podniósł się zrezygnowany. Wziął prysznic, a potem kręcił się po pokoju, ogarniając trochę jego wnętrze.
Rio zbudził się z głośnym ziewnięciem, akurat wtedy gdy smażył jajecznicę na śniadanie.
- No proszę, królewna wstała pierwsza, żeby przygotować mi jedzenie? – zagadnął wrednie.
- Wydawało mi się że wspominałem już wcześniej, co myślę na temat takiego zwracania się do mnie – odburknął poirytowany mag.
- Co się tak złościsz, w końcu to przez ciebie nie mogę tu zaprosić żadnej panny…
- Uważaj bo zacznę ci współczuć. Rusz tyłek do łazienki, to może faktycznie na coś się załapiesz.
- Mhm, daj mi chwilę.
- Rio, robię jajecznicę. Zimna jest niedobra, wiesz?
- No to przecież mówię, że zaraz pójdę.
W jego głosie było coś, co zwróciło uwagę maga bardziej, niż powinno.
- A dlaczego nie możesz iść teraz? – zapytał, spoglądając z ukosa w stronę łóżka.
Rio siedział po kołdrą. Odwrócony bokiem, układał poduszkę za plecami, ale mag i tak dostrzegł jego zarumienione policzki.
- Muszę się bardziej obudzić – stwierdził.
- Ach, tak? – Neth odstawił patelnię na bok i powolnym krokiem ruszył w kierunku mężczyzny. – A mnie się wydaje, że jesteś już całkiem nieźle obudzony – zaśmiał się.
- Czego chcesz? – warknął Rio, opierając się o ścianę.
- Wiesz, to całkiem naturalna, ludzka reakcja. Nie ma się czego wstydzić.
- Nie wiem o czym ty bredzisz.
- Doprawdy? – Neth szybkim ruchem szarpnął za kołdrę, zanim poderwany Rio zdążył zareagować. Jak się tego spodziewał na spodniach mężczyzny, odznaczał się pokaźny wzwód.
- Co ty robisz do cholery?! – Rio podsunął się pod ścianę, poprawiając spodnie.
- Oj, przestań się krygować jak panna na wydaniu. Myślisz że nie wiem jak kutas wygląda?
- O tak, ty z pewnością dobrze wiesz. Nie musisz mi tu nagle wylatywać ze swoimi preferencjami - mruknął, gapiąc się na Netha spode łba.
- Dobrze. Zrobimy tak… – zaczął mag, wchodząc bezczelnie na łóżko. – Dla dobra naszego wspólnego śniadania, roztoczę ci tu odrobinę samczej aury, żeby szybko ci przeszło – mówiąc to, teatralnym gestem wygładził sobie kawałek prześcieradła tuż obok niego.
Czy znęcanie się nad tym mężczyzną powinno przynosić mu aż tyle radości? Tego nie wiedział, ale czuł prawdziwą, mściwą satysfakcję widząc zszokowane spojrzenie przyjaciela.
- Odbiło ci! Idź sobie, Neth! – Rio chciał go odepchnąć, ale mag korzystając z okazji przytrzymał jego dłoń na swojej klatce piersiowej.
- Widzisz? Całkiem płasko… Nic ciekawego, czyż nie? – Nie potrafił opanować uśmiechu, pomimo że cały czas zagryzał dolną wargę.
O dziwo, Riordan zaczerwienił się jeszcze bardziej.
- Nieprawda. Jesteś całkiem nieźle wyrzeźbiony… - wymamrotał.
- Czyli ci się podobam? – zapytał Neth pochylając się lekko w jego stronę. – Sam zobacz. Jeszcze się nie poddał, mimo że przecież jestem facetem – dodał złośliwie, wskazując na wybrzuszenie na spodniach Rio.
- Weź przestań! Nie to miałem... – Podniósł rozgrzane spojrzenie na maga.
Nechtan utrzymał je, powoli czując że trzeba się było ewakuować. Obawiał się że za moment sam będzie miał podobny problem, co Rio. Sam nie wiedział co go podkusiło. Prawdopodobnie nadal chciał się trochę odegrać za tę noc, której Riordan tak bardzo się wypierał, ale i tak spodziewał się, że mężczyzna odepchnie go znaczniej skuteczniej. Albo że rzeczywiście szybko mu przejdzie.
- Neth, z tobą to nie zadziała – szepnął zrezygnowany.
- Nie zadziała, co?
- Nie opadnie mi.
Serce Nechtana podskoczyło. Sam się w to wpakował. Powinien był po prostu wstać i ochłonąć, ale podniecony wzrok Riordana nie pozwalał mu ruszyć się z miejsca. Patrząc mężczyźnie prosto w oczy, powoli rozpiął pierwsze guziki od koszuli i zsunął jego dłoń na swą odsłoniętą pierś.
Rio ostrożnie poruszył palcami po powierzchni skóry maga, a następnie przyciągnął go do sobie tak mocno, że był zmuszony zawisnąć nad nim okrakiem. Neth zamarł, kiedy Riordan niepewnymi, rozedrganymi dłońmi rozpiął jego koszulę do samego końca i zsunął ją z jego ramion. Czuł płytki oddech mężczyzny, przesuwający się po jego ciele. Powoli, jakby obawiał się, że Neth zmieni zdanie, pocałował jego nagą, ciepłą skórę, wywołując gęsią skórkę.
- Jeśli zaraz nie przestaniesz…
Słowa maga utonęły w delikatnym, namiętnym pocałunku, który Rio wycisnął na jego ustach.
- Nie wiem, czy będę umiał ci wybaczyć - szepnął mag - jeśli jutro znowu będziesz udawał, że to się nie zdarzyło.
- Nie będę – Rio objął go szczelnie ramionami. – Obiecuję.
Po tych słowach hamulce Riordana puściły. Wpił się z całych sił w rozchylone usta maga i przewrócił go na plecy, zdzierając z niego spodnie. Długie, gęste włosy Netha rozsypały się na poduszce, kiedy uniósł biodra, by mu to ułatwić. Rio odrzucił ubranie maga na bok i wstał szybko, pozbywając się jedynego elementu swojej garderoby. Neth przez chwilę miał okazję bezkarnie obserwować jego prężące się na plecach mięśnie, ale zaraz znalazł się z powrotem nad nim. Rio stękał cicho, zasysając się na jego szyi. Podpierał się na lewym przedramieniu, by wolną dłonią gładzić jego bok, biodra, pośladki i uda.
- Jesteś taki piękny… - wyszeptał w usta maga, zarzucając na siebie jego łydkę.
- Chciałeś powiedzieć, że jestem przystojny – odparł Neth, ocierając się o udo Rio.
Ciężko mu było udawać nawet przed sobą. Chciał go już teraz, chciał poczuć go w sobie. Pieszczoty były cudowne, ale on tak dawno nie miał seksu, że teraz pragnął już tylko tego, żeby Rio wziął go mocno i szybko. Najlepiej od razu.
- Też. Ale ty Neth, jesteś po prostu nieziemsko piękny…
Riordan przesunął zewnętrzną częścią dłoni po policzku maga, po czym wsunął mu dwa palce w usta. Nechtan zassał się na nich, obejmując i śliniąc je językiem. Na szczęście, tym razem wpadł na to, że powinien go wcześniej przygotować. Po chwili wsunął palce w kochanka, powoli go rozluźniając. Neth jęknął przeciągle, w reakcji na to charakterystyczne uczucie. Sam poruszał się miarowo na palcach kochanka, nie mogąc się powstrzymać. Rio nadal nie miał w tym wprawy.
- Potem pewnie będę żałował, ale po prostu wsadź go wreszcie – wysapał mag.
Riordanowi nie trzeba było powtarzać dwa razy. Uniósł ciało maga i odwrócił go na brzuch, podciągając do góry jego biodra. Nechtan wgryzł się w swoją zaciśniętą pięść, kiedy mężczyzna mocno naparł na jego wejście. Wsuwał się w niego powoli, nie chcąc sprawić mu bólu, ale Neth i tak był zbyt nakręcony, żeby zaprzątać sobie tym głowę. Sam docisnął się do niego, aż uderzył pośladkami o jego biodra. Podniósł się lekko na kolanach, a Rio szybko z tego skorzystał, ciasno go obejmując. Całował go po karku i dotykał jego klatki piersiowej. Zdawał się być całkowicie nim pochłonięty. Jedną ręką wciąż z całych sił obejmował kochanka, drugą sięgnął do jego penisa, pieszcząc go niespiesznie.
Wpadli we wspólny rytm, kołysząc się płynnie, aż pokój wypełnił się dźwiękami ich podnieconych jęków i przyspieszonych oddechów. Neth odwrócił głowę na tyle na ile mógł, by pocałować Rio. Mężczyzna oddał pocałunek i przyspieszył ruchy na jego penisie, samemu najwyraźniej będąc blisko spełnienia. Neth pozwolił mu na to. Kładąc swoją dłoń na dłoni kochanka narzucił mu odpowiednie tempo.
Czuł za sobą rozpalone i napięte ciało Rio. Wysiłek połączony z podnieceniem sprawiał, że blada skóra maga błyszczała od potu. Sięgnął do tyłu, zaciskając palce wolnej ręki na włosach Riordana i wytrysnął z przeciągłym krzykiem w jego dłoni. Mężczyzna w odpowiedzi na to popchnął go mocno do przodu, chwycił w biodrach i wbijając się w niego chaotycznie, skończył szybko, dochodząc głęboko we wnętrzu kochanka. Przez chwilę obaj nie mieli sił, by choćby się poruszyć. Rio oparł się o plecy Nechtana, oddychając ciężko. Moment później, wysunął się z niego i opadł obok na posłanie.
Neth po prostu zjechał z nóg na brzuch i wcisnął twarz w poduszkę. Czuł się tak błogo, że nie chciał skracać tej chwili, ani o minutę. Zastanawiał się jak to było możliwe, że można było kogoś tak bardzo nie znosić i uwielbiać jednocześnie. Czuł palce Riordana błądzące po jego kręgosłupie. Z początku bardzo delikatnie, właściwie jedynie muskały jego skórę, a w końcu ośmielały się coraz bardziej i bardziej, aż mężczyzna zagarnął go całego w ramiona i mocno przytulił.
Ten gest zaskoczył maga. Nie tego nauczył się od niego oczekiwać. Nie protestował jednak, ani w tym momencie, ani kiedy Rio wsunął mu palce we włosy, ani kiedy pocałował go w czoło, w skroń, w policzek, a na koniec w usta. Nie zatrzymał go również, kiedy ponownie przesunął go na plecy, a z pocałunkami przeniósł się na jego szyję i klatkę piersiową.
Neth poczuł ponownie uderzające w nim gorąco, które nawet nie zdążyło w pełni opaść. Zaczął się zastanawiać do czego zmierzała cała ta sytuacja, a jego wątpliwości rozwiały się zupełnie, gdy Rio muskając wargami jego biodra, na powrót sięgnął dłonią do jego męskości.
- Rio, dopiero skończyłem, cały się tam lepię…
Mag obawiał się reakcji mężczyzny. Czuł że Riordan mógł nie zdawać sobie sprawy z tego co robił. W końcu poza jednym, pijackim epizodem, nigdy nie był z innym mężczyzną.
- Pozwól mi – powiedział cicho.
Ręką zaczął powoli stymulować penisa maga, który był jeszcze tak cholernie wrażliwy, po ledwo co przebytym orgazmie. Jego kutas nie zdążył w pełni opaść, a zabiegi Rio szybko przywróciły go pełni formy. Mężczyzna na tym nie poprzestał. Ujął go w usta, a Neth miał wrażenie, że wystrzeli dokładnie w tej samej sekundzie. Szarpnął kochanka za włosy, by zdołać się opanować, ale mgliste, podniecone i delikatnie zawstydzone spojrzenie wywołało dokładnie przeciwny efekt. Mag uniósł się na przedramionach, odruchowo pocierając penisem o policzek kochanka, a ten pomagając sobie ręką, zassał się na jego główce, od razu biorąc go głębiej.
- Dość! Rio! Nie wytrzymam dłużej!
W desperacji znowuż chciał pociągnąć go za włosy, lecz mężczyzna chwycił go za rękę, przyspieszając ruchy głową. Neth trysnął mu w usta, zginając się w pół i jęcząc w ekstazie. Kiedy zasapany, z otwartymi ustami spojrzał na Rio, dostrzegł stróżkę spermy na jego wardze i brodzie. Mężczyzna otarł ją wierzchem dłoni i nie zważając na wątłe protesty maga przyciągnął go do głębokiego pocałunku.
Dłuższą chwilę leżeli obok siebie, w milczeniu patrząc w sufit. Ciszę przerwało dopiero donośnie burczenie, dochodzące z pustego brzucha Rio.
- Zjadłbym coś – rzucił.
- Wydawało mi się, że dopiero miałeś pełne usta… - Neth zaśmiał się, nie mogąc się powstrzymać.
Oberwał za to poduszką.
- Ja tu umieram z głodu, a ty się nabijasz! – wkurzył się Rio.
- Przecież to ty zmarnowałeś nam śniadanie – odparował mag, wciąż się uśmiechając.
- Wydawało mi się, że mój kochanek jest czarodziejem. Dla magów zimne jajka to chyba niespecjalna przeszkoda do spożycia śniadania – odkaszlnął znacząco. – Czy tam obiadu.
- Czyli teraz jestem twoim kochankiem? – podchwycił od razu Neth.
Zanim Rio zdążył się obrazić, dodał jeszcze coś o rozgrzewaniu zimnych jajek za pomocą magii, a wtedy mężczyzna obraził się już całkiem porządnie. Cóż, sam się podkładał.
Przekomarzali się jeszcze trochę, ale w końcu rzeczywiście użył magii do zaserwowania im śniadania. Nie było tak smaczne, jak gdyby zjedli je rano (Nechtan nie miał pojęcia o gotowaniu, o smaku, ani o jedzeniu w ogóle, więc jedynie wykorzystał trochę mocy do podniesienia temperatury posiłku), ale udało im się najeść, zwłaszcza że jajecznicę przegryzali sporą ilością chleba.

Wieczorem rozmawiali trochę o planach maga. Rio chciał dowiedzieć się jak najwięcej na ich temat, żeby pomóc mu w planowaniu drogi. Ślęczeli właśnie nad otrzymaną od Deana mapą.
- Jak widzisz okazało się że miasteczko do którego muszę się udać, nie jest tak daleko jakbym mógł przypuszczać. Zaledwie kilka dni drogi piechotą – mówił mag, pokazując szlaki na rozłożonej na stole, pokreślonej mapie.
- Ale dlaczego na nogach, przecież szybciej możesz…
- Nie Rio, nie mogę – przerwał mu mag. - Już ci mówiłem jak bardzo niebezpieczne jest uwalniane takiej ilości many. Uwierz mi że do otwarcia portalu potrzeba jej całkiem sporo. Nie będę ryzykował, że kiedy odejdę, wpadnie tutaj mój wściekły ojciec.
- Powstrzymaj swoją czarodziejską wyobraźnię chociaż przez chwilę. Nie to miałem na myśli – odparł spokojnie Rio. – Po co masz tam iść, skoro do tego większego miasta, tuż obok Lannion – ciągnął wskazując na większy, czarny punkt na mapie - dostaniesz się koleją i to maksymalnie w ciągu kilku godzin.
- Czym? – zapytał nieufnie mag.
- Koleją, Neth. Błagam cię, jesteś w stanie przywoływać duchy i jednym gestem dłoni podpalać wszystko dookoła, a nie wiesz co to pociąg?
Neth nie wiedział. W Wayrii nie było czegoś takiego, więc Riordan cierpliwie tłumaczył mu na jakiej zasadzie działały zwykłe, ludzkie środki transportu i pomagał mu planować drogę. Zasugerował też, że jeśli jeszcze bardziej zależało mu na czasie, to bezpośrednio do Tarte mógł dostać się wynajmując powóz. Mag był mu za to wyjątkowo wdzięczny. Nigdy nie przypuszczałby że rozmowa z człowiekiem tak wiele mu pomoże i ułatwi, a także w jakiś dziwnie niezrozumiały sposób, doda wiary w zasadność całego jego zamierzenia.

Ćpun, diler i psychopata - SAIA - cz. 1

 Pierwszy fragment nowego powiadania :) Koniecznie dajcie znać, jakie macie wrażenia po przeczytaniu! ;)   -.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-...